środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział XIII

Już trzymasty rozdział. Szybko to leci. Oczywiście pszpraszam za wszystkie błędy. Mam nadzieję, że zazwyczaj pechowa trzyastka tym razem będzie szczęśliwsza i przypadnie wam do gustu. Piszę tutaj dużo o moich pzemyśleniach (Oczami Annie). Wybaczcie, ale miałam silną potrzebę przelania tych myśli na papier. Jeszcze mała uwaga, co do Mroka. Postanowiłam nieco zmienić jego usposobienie. W filmie jest mroczny i przepełniony rozpaczą. Ja natomiast dodałam mu nieco humoru i dziwactwa. Niektórym się to nie spodoba, ale taka moja idea. Rozdział dedykuję Agatce, która zainspirowała mnie do herbaty. Życzę miłej lektury!

Oczami Jacka:
Wraz z Jackiem O'Latern wylądowaliśmy w wysokich krzakach otaczających łąkę. Czułem, jak bije od niej magiczna energia.. Wyjrzałem z zarośli. Na środku polany znajdował się nieduży stawik. Wszędzie biegały roześmiane dziewczyny. Wyglądały na szesnaście, siedemnaście lat. Wszystkie miały błyszczące długie włosy, takie jak na reklamach szamponów. Były naprawdę ładne. Również w małym jeziorku chlupało się kilka z nich. Miały jednak zieloną skórę, a między ich palcami znajdowała się błona pławna. Domyśliłem się, że to driady i najady. Jack cicho zagwizdał. Spojrzałem na niego. Oczy wręcz wychodziły mu z orbit. Zachichotałem.
- Nie jesteś przypadkiem na to za mały? - spytałem. Chłopiec z niechęcią odwrócił głowę. Spojrzał na mnie błagalnie.
- Jack, no proszę cię. Mam 429 lat! Myślę, że przekroczyłem już limit wieku.
Ponownie się zaśmiałem.
- To co? Jak to zrobimy? Jeśli postąpimy zbyt gwałtownie, wystraszą się i uciekną. Nie wiem, jak ty, ale ja mam już sedecznie dosyć tych całych poszukiwań.
- Wiesz, co? Zrobimy to moim sposobem.
- Tak? Czyli jakim? - zapytałem.
- Idziemy na żywioł - odparł chłopiec, puszczając do mnie oko. Zanim zdążyłem go powstrzymać, wstał i wybiegł na polanę. Cóż mogłem zrobić? Pobiegłem za nim. Wszystkie driady patrzyły na nas ze strachem. Najad nie było, najwyraźniej schowały się pod wodą. Ku mojemu zdziwieniu, jednak nie uciekły.
- Nie chcemy wam nic zrobić. Przybywamy w pokoju - powiedziałem. Gdy teraz o tym myślę, sądzę, że te słowa były naprawdę głupie. Nie chciałem jednak ich wystraszyć. Nie po to kilka tygodni włóczyłem się po USA i Kanadzie, żeby nagle wszystko poszło na marne. Z tłumu dziewczyn wyłoniła się jedna. Była niższa od pozostałych, ale za to emanowała od niej pewna władczość i potęga. Miała długie blond włosy, opadające falami na plecy. Duże zielone oczy patrzyły na mnie z ciekawością. Na włosach miała duży wianek z kolorowych kwiatów. Ubrana była w prostą białą sukienkę. Choć się nie przedstawiła, czułem, że to właśnie jest Matka Natura. Była młodsza, niż się spodziewałem.
- Witaj! Kim jesteś? - jej głos był melodyjny.
- Nie uciekłyście...
- Jak każda inna istota magiczna wyczuwam obecność podobnych mi stworzeń. Od ciebie i twojego przyjaciela bije naprawdę mocna energia. To oznacza, że... Oh, no tak, jesteście...
- Strażnikami - odparł O'Latern, dumnie wypinając pierś.
- Ty jeszcze nie całkiem - przypomniałem mu. Chłopak wystawił mi język.
- Czego tu szukacie? - spytała Natura.
- My... To dość długa historia. Postaram się jednak ją streścić. Ty i Jack O'Latern zostaliście powołani do przyłączenia się do Strażników. Od kiedy Księżyc was wybrał, szukamy was po całym świecie. Najpierw odnaleźliśmy jego - tu wskazałem na chłopca - A teraz ciebie. Szczerze mówiąc, nie mamy pojęcia, dlaczego zostaliście wybrani. Księżyc nigdy się nie myli. Nigdy nie wybrał dwóch Strażników. Szykuje się coś dużego. Naprawdę dużego. Dlatego musisz pojechać ze mną, aby spotkać się z innymi.
Po takim natłoku informacji Natura wyglądała na nieźle zszokowaną.
- Pójdziesz z nami? - wyciągnąłem do niej dłoń. Pokiwała nieśmiało głową.
- Jeśli mam spotkać się ze Strażnikami, muszę przybrać bardziej odpowiedni strój - powiedziała. Następnie machnęła dłonią. Z ziemi wyrosły grube zielone pędy. Rosły i zaczęły ją otaczać, tworząc wokół niej kokon. Gdy oplotły ją całą, zatrzyamły się. Wszyscy wpatrywaliśmy się w oczekiwaniu w zielony słup. Nagle potężne łodygi zaczęły się kurczyć, aby po chwili zniknąć pod ziemią. Przede mną wciąż stała niska blondynka, ale wyglądała zupełnie imaczej. W błyszczące długie włosy wplotła długie trawy i kwiaty. Białą skromną sukienkę, zastąpiła długa i wspaniała. Jej gorset składał się jedynie z wielkich kwitnących róż. Spódnica wydawała się zrobiona z jednego gigantycznego liścia. Tam również znajdowały się kwiaty. Efekt był niesamowity. Spojrzałem na Naturę zachwycony (choć wcale tego nie chciałem). Zarumieniła się.
- To jak, idziemy? - spytała.
- Tt... Tak - wyjąkałem. Starałem się opanować oczarowanie. Starałem się kontrolować moje ciało, jednak nogi mi zmiękły. „Czy to magia?” pomyślałem. Co się ze mną działo? Dziewczyna uśmiechnęła się wesoło.
- A, jeszcze jedno - rzekła - Tak naprawdę mam na imię Rosalie.

Oczami Annie:
Mimowolnie cały czas spoglądałam na kulę. Nie wiedziałam, czy widziany obraz jest autentyczny. To mogły być same kłamstwa, jednak nie wiem czemu, ale uwierzyłam Mrokowi. Każde spojrzenie na Jacka sprawiało mi teraz ból. Zwłaszcza błysk w jego oczach, za każdym razem, gdy patrzył na Naturę. Po tym, jak Pan Koszmarów zauważył, że go kocham, cierpiałam jeszcze bardziej. Dlaczego cierpiałam? Sama nie potrafiłam sobie tego wyjaśnić. Właściwie nic się nie wydarzyło. Po prostu zaprzestał kontaktu. Jack opowiadał mi, że ostatnie kilka lat spędził na przekonywaniu dzieci do wiary w niego. Czy właśnie tak to wcześniej wyglądało? Jack zaprzyjaźniał się z maluchem, spotykał się z nim przez jakiś czas, a potem zostawiał, w nadziei, że dzieciak nie zapomnie o nim. Tylko, że ja już nie byłam małym dzieckiem. Nie zapomnę tego, że mnie opuścił. Zwłaszcza po tym, jak powiedział, że jest moim przyjacielem. Przyjaciel to ktoś wierny. Kto cię nigdy nie opuści i nie zawiedzie. Na niego możesz liczyć w każdej chwili. To, czego dokonał on, było tego zupełnym przeciwieństwem. Czy to możliwe, aby zachowywał się, jak niektórzy z moich rówieśników? Nazywał przyjacielem, kogoś kogo ledwo znał i tylko trochę lubił. Chciał zyskać popularność. Czy to może być prawda? Ja go pokochałam. Zarówno jego wygląd, bo brzydki to on nie był, jak i charakter. Jego promienny uśmiech, który sprawiał, że i ja się uśmiechałam. Jego oczy, przywodzące na myśl mroźne wzory na szybach i lód. Jego bladą, jak śnieg cerę. Lekko zadarty nos i kilka piegów na policzkach. Jego smukłe dłonie, o długich palcach i rumieniec, który ożywił jego twarz, gdy go przytuliłam. Tak, Jack był niezwykły. Co prawda, wszyscy wypieramy się, że wygląd się nie liczy, że ważny jest jedynie charakter. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy. Choć się do tego nie przyznajemy, wygląd jest dla nas bardzo ważny. To dlatego te wszystkie dziewczyny wzdychają do przechodzących obok wysokich przystojnych brunetów, podczas gdy obok nich stoi niezpozorny miły i inteligentny chłopak. Życie jest dla wielu niesprawiedliwe. Dla mnie również. Nie dość, że TEN chłopak był niebrzydki, to obdarzony również niemałym intelektem i wieloma wspaniałymi cechami. Wierny (no przynajmniej na początku wszystko ma to wskazywało), uczciwy, troskliwy, zabawny, czuły, sympatyczny, zaskakujący. Po co ja wogóle o tym myślałam? Sprawiało mi to jeszcze większy ból. Te wszystkie moje przemyślenia, całe cierpienie dotyczące Jacka brzmiało, jak jakaś tandetna książka albo serial. Aż mi było wstyd. To jednak była prawda i nie mogłam temu zaprzeczyć. Miłość jest częścią życia każdego człowieka. Możemy się jej wypierać, ale ona i tak istnieje. Spotka romantyka i tego, co twardo stąpa po ziemi. Ludzie mówią, że miłość dla osób w moim wieku nie istnieje. Może ta rodzicielska. Stek bzdur. Czy naprawdę ktoś sądzi, że można wyznczyć granicę? Kiedy coś można nazwać miłością, a kiedy nie? To prywatna sprawa każdego z nas. Ktoś w tym samym wieku może być jeszcze nie dojrzały na miłość, podczas gdy inna osoba już dawno będzie na to gotowa. O czym ja wogóle rozmyślałam? Chyba zaczęłam wariować.
- Chyba nie powinnaś się tak rozmarzać - powiedział ktoś nagle. - Stoję tu od dziesięciu minut, a ty jeszcze mnie nie zauważyłaś.
Mrok stał obok drzwi.
- Po co przyszedłeś? - spytałam. Mój głos się łamał. Mrok spojrzał na mnie z udawanym współczuciem.
- Biedna Annie... Wciąż rozpacza. Ciesz się życiem! - Czarny Pan zrobił piruet z podniesionymi wysoko rękoma. - Wiesz, ja też ostatnio odkryłem, co znaczy miłość.
Spojrzałam na miego pytająco. Władca Koszmarów wsadził rękę do kieszeni i wyjął z niej elegancką porcelanową filiżankę. Siegnął ponownie, wyciągając neduży termos. Odkręcił wieczko i nalał płynu do eleganckiego naczynia. Była to herbata. Mrok przystawił filiżankę do ust i z niemałą przyjemnością zaczął sączyć napój.
- Herbata? - spytałam zaskoczona. - To twoja nowa miłość?
- Przy mojej ostatniej wizycie u ciebie widziałem, że pijesz ten niesamowity napój. Kilkakrotnie już o nim słyszałem. Postanowiłem spróbować. To raj! Niebiański eliksir! Tyle odmian i rodzajów. Jestem wniebowzięty!
- Żartujesz? - pomimo wcześniejszego smutku, uwaga Czarnego Pana o herbacie mnie rozbawiła.
- Oh, Annie. Więcej tolerancji. Świat jest pełen wariatów i trzeba się z tym pogodzić. Poza tym każdy ma prawo kochać. Ty na pewno wiesz o tym najlepiej.

13 komentarzy:

  1. Nareszcie! Rozdział super i czekam na następny. I wiem co czuje Annie. Faceci...

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne <3 Biedna Annie :( Faceci... Kiedy oni się do cholery spotkają ???
    WENY

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za dramatami dlatego proszę WSTAW OPTYMIZM!

    A tak z innej beczki rozdział nawet choć były lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super *w* Świetnie piszesz, bardzo mi się podoba ^^
    Czekam na kolejną notkę

    A tak na marginesie - zapraszam na mojego bloga :D
    http://cien-jezdzca-luku.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, inaczej tego nie określę!!!
    Zapraszam do siebie: http://magicaldreams-newrise.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  6. Come to the Dark Side, we have tee.
    and cookies! xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny rozdział,chociaż tak jak pisała Leercy były lepsze :(
    Jak to pewnie z Jackiem będzie za szybko się nie spotkają,czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ej co jest już od prawie miesiąca nic nie dodajesz! Porzuciłaś bloga? Czy po prostu zapomniałaś o nas? Oczekuję odpowiedzi!

    Wkurzona
    ~Leercy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, zapomniałaś??? Nie możesz, bo już wciągnęłam się w historię Annie i Jacka.
      Ps. Wysłałam do ciebie maila

      Usuń
  9. Nie muszę chyba nic dodawać. Pięknie piszesz, naprawdę masz talent, szkoda by było, gdybyś tak nagle wszystko porzuciła. Liczymy na Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń