piątek, 31 maja 2013

Rozdział XIV

Po licznych kimplikacjach i opóźnieniach wsadzam tak wyczekiwany czternasty rozdział. Szczerze mówiąc, nie jestem z niego zbyt zadowolona, ale jakoś musiałam opisać te zdarzenia. Rozdzialik dedykuje Natalce - mojemu myślicielowi i motywatorowi. 


Oczami Jacka:
Matka Natura leciała na nietoperzu wraz z Jackiem. Gdy dotarliśmy na biegun północny, odruchowo spoglądałem na Rosalie, sprawdzając, czy nie jest jej zimno. Ona jednak nie zwracała uwagi na chłód. Dolecieliśmy do bazy. Natura spotkała się z gorącym przyjęciem ze strony Strażników. Podekscytowana, jak zawsze Zębuszka zaczęła wesoło trajkotać, na co Zając ze zrezygnowaniem spuścił głowę. W końcu odezwał się North. Jego potężny głos nabrał uroczystego brzmienia.
- A więc nareszcie. Kolejni dwaj Strażnicy dołączyli do nas. Jacku, Rosalie witamy! Założycie teraz przysięgi Strażników!
Ci pokiwali niepewnie głowami. Elfy przyniosły Mikołajowi Wielką Księgę Strażników, skąd odczytał fragment przysięgi. O'Latern i Natura potwierdzili. Piasek wypuścił w górę kilka złotych smużek, które przemieniły się w fajerwerki. 
- Witamy szóstego i siódmego Strażnika - powiedziałem, uśmiechając się promiennie.
- Ciekawa jestem, jaką dziedziną będziecie się opiekować - rzekła Ząbek.
- Dziedziną? - zapytał Jack.
- No tak. Każdy ze Strażników ma pewną rzecz, którą się opiekuje. Rzecz bardzo ważną dla dzieci. Ja zajmuje się wspomnieniami, ukrytymi w zębach, które zbieramy ja i moje wróżki. Zając jest patronem nadziei, bo Wielkanoc to nowa nadzieja. Mikołaj to duch zachwytu, tak bardzo obecnego w święta Bożego Narodzenia. Piasek to oczywiście Strażnik snów, a Jack zabawy. Ciekawa jestem, czego wy będziecie strzec.
- Cukierków! - odparł bez wachania mały O'Latern. Wszyscy zaczęli się śmiać. Rozpoczęła się zabawa. Dołączyło do nas nawet kilku yeti. Phil patrzył na mnie z pode łba. Po jakimś czasie podeszłem do Rosalie. Caly czas nie mogłem spuścić z niej mego wzroku. Zastanawiałem się, czy to jakaś specjalna magia. 
- Witaj, Jacku - powiedziała.
- Cześć. Jak się czujesz jako jeden z nas?
- Jest świetnie. Kocham dzieci i chciałabym im pomagać.
- Ale wyglądasz na nieco zmartwioną. Coś się stało?
- Nie, nie, tylko jedno mnie zastanawia. Zostałeś wybrany na Strażnika, gdy powstawał Mrok. Boję się, że jeżeli tym razem Księżyc wybrał aż dwóch Strażników, dzieje się coś naprawdę bardzo niedobrego.
- Coś niedobrego? - zagadnął North, przechodząc akurat obok.
- Nic, nic... - zaczęła się tłumaczyć Natura. Mikołaj odszedł, nucąc coś pod nosem. Zastanawiałem się nad jej słowami. Czy to mogła być prawda? Mrok panował w Średniowieczu, potem powstał pięć lat temu... Nie mógł pozbierać się po porażce aż tak szybko! Rosalie musiała dostrzec moją zmartwioną minę, po powiedziała:
- Och, przepraszam, że zaczęłam o tym rozmawiać. To nie pora na zawodzenie.
Musiałem szybko zmienić temat. Zadałem więc jedno z najgłupszych pytań, jakie mogłem tylko wymyślić.
- Słuchaj, ile ty masz właściwie lat? - spytałem. Matka Natura spojrzała na mnie spode łba.
- Jack, kobiet nie pyta się o wiek. Jeśli jednak chcesz wiedzieć, jestem starsza od wszystkich Strażników razem wziętych. Mam dokładnie 5816 lat.
Wybałuszyłem oczy. Taki jest problem z nieśmiertelnymi istotami. Widzisz szesnastolatkę, która teoretycznie powinna być już w grobie tysiące lat. 
- Nie dziw się tak - zachichotała, widząc mój szok. - Czy wiek się dla ciebie liczy? To tylko parę cyferek. U mnie cztery, u ciebie trzy - mówiąc to dotchnęła mojego ramienia. Po mojej skórze przebiegł przyjemny dreszcz. 
- Cyf... Cyferki - wyjąkałem. - Racja. Cyferki.

Oczami Annie:
Popołudniowe styczniowe słońce wlewało się do mojego pokoju. Stałam na jego środku, przytulając, moją przyjaciółkę, Meg. Plakała. Czarny cień do powiek, którym zawsze maluje oczy spływał po policzkach, przez co sprawiała wrażenie, jakby wcześniej bawiła się węglem.
- Uspokój się... - szeptałam, próbując uciszyć dziewczynę. Dwie godziny temu jej chłopak, Eric zerwał z nią. Po dokładnie czterdziestu pięciu dniach związku rzucił ją. Był to związek bardzo krótki, ale burzliwy. Meg naprawdę go kochała. Tak, jak tylko czternastolatka może kochać. Teraz siedziała zrozpaczona u mnie, nie mając do kogo się zwrócić. W końcu dziewczyna przestała łkać.
- Idę do łazienki - oznajmiła drżącym głosem. Wróciła po kilku minutach. Zmyła cały makijaż, poprawiła czerwoną bandanę na włosach i ugładziła rozchochrane włosy. 
- Muszę już iść - powiedziała. Oczywiście zaprotestowałam.
- Meg! Nie możesz. Zostaniesz u mnie n a noc albo...
- Nie. Idę - odpowiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Cóż mogłam począć. Odprowadziłam ją do drzwi i patrząc, jak ubiera swoje glany, zastanawiałam się, jak czuje się moja przyjaciółka. Po chwili pożegnałyśmy się, ona wyszła, a ja wróciłam do swego pokoju. Łaziłam w tę i spowrotem wzdłuż łóżka, nie wiedząc co z sobą począć. W końcu od tego chodzenia rozbolało mnie kolano. Dzisiejszego dnia na WF-ie nadwyrężyłam je i teraz miałam bandaż. Mogłam chodzić, ale żadnych przeciążeń. Ja z całą rodziną mieliśmy zamiar wybrać się na ferie na narty. Nie było mowy o tym, abym weszła na stok. Musiałam to wyjaśnić mamie, gdy tylko wróci do domu. Około siedemnastej usłuszałam trzaśnięcie drzwiami, co zapewne oznaczało, że któreś z rodziców jest zpowrotem. Zeszłam po schodach. Mama stała w kuchni, rozpakowując torby.
~~~
- Kochanie, czy jesteś pewna? - zapytała troskliwie mama, stojąc przed samochodem, w którym siedzieli już David, Hugo i tata. Minęły trzy dni. 
- Tak, mamo.
- Nie chcesz jechać?
- Nie, to nie ma sensu. Będę tylko siedzieć w hotelu, a wy będziecie musieli za to płacić. To ja już wolę nic nierobienie tutaj, w domu.
- No dobrze - westchnęła mama. - Trzymaj się i dzwoń do nas jak najczęściej! 
Potem mnie przytluliła i wsiadła do auta. Patrzyłam, jak odjeżdżają. Stałam jeszcze chwilę przed domem, dopóki nie poczułam zimna. Wróciłam do środka. Weszłam do salonu, rozsiadłam się w fotelu i włączyłam telewizor. Leciał akurat jakiś program o zwierzętach. „Wilki, niedźwiedzie i inne zwierzęta czują większy strach przes nami, ludźmi niż my przed nimi. Strach...” Nagle urządzenie się wyłączyło, a tuż zza fotela, na którym siedziałam wyszła ciemna, wysoka postać. Aż podskoczyłam ze strachu. Był to oczywiście Mrok. Wydawał się czymś bardzo podniecony. Jego popielata skóra lśniła lekko, a włosy były, o dziwo... Uczesane! 
- Witaj, Annie! Jak ja kocham wielkie wejścia - powiedział.
- Właśnie widzę... - warknęłam. On chyba nie przejmował się moim złowrogim tonem. - Po co przyszedłeś?
- Jak to po co? Zobaczyć się z przyjaciółką - odparł, posyłając mi ironiczne spojrzenie. Kpił sobie ze mnie.
- Wynoś się, Mroku! Mam cię już serdecznie dosyć.
- A ja wręcz przeciwnie. Bardzo mi tutaj dobrze - mówiąc to usiadł w drugim fotelu, pstryknął palcami, a w jego dłoni pojawiła się filiżanka, zapewne z herbatą. - Mam dla ciebie propozycję.
- Niby jaką?
- Dołącz do mnie, Annie. To wcale nie jest taki głupi pomysł. Jak możesz inaczej pokazać Jackowi, że masz prawo do własnego zdania, a on nie będzie decydował o  twoim życiu? Przyłączając się do jego wroga, który w gruncie rzeczy wcale nie jest taki zły.
Spojrzałam na niego niepewnie. Musiałam przyznać, że był przekonywujący. Uznacie mnie za idiotkę, ale wy nie wiecie, jak to się czuć. Ten „dobry” mnie zostawił, odszedł. Kto wtedy przy mnie pozostał? Kto mnie wspierał? Mrok.
- Wiesz, miałem córkę - powiedział niespodziewanie. Spojrzałam na niego zaskoczona, ale on ciągnął dalej. - To było jeszcze wtedy, gdy stałem po stronie Strażników.
- Ty byłeś kiedyś dobry?
- Tak, byłem. To było bardzo dawno temu.  Pilnowałem więźniów, których schwytał Księżyc. Pewnego razu zostałem porwany. Czy oni coś zrobili? Czy przybył mi ktoś ma pomoc? Nie! Gdy uciekłem porywaczom, stwierdziłem, że nie mogę dłużej zostać sojusznikiem Księżyca. On mnie pozostawił, wyrzucił. Tak stałem się Mrokiem - zakończył opowieść. Nastała chwila ciszy.
- To jak, Annie? Przyłączysz się do mnie? Czy będziesz bezczynnie stać i patrzeć na tych okropnych Strażników, jak pod pozorem miłości i opieki niszczą wszystko? - Mrok wyciągnął ku mnie dłoń. Spojrzałam na jego długie szare palce. Zastanawiałam się. W końcu nie pewnie podałam mu dłoń.

13 komentarzy:

  1. Jejjj...i w końcu Anne przyłączyła się do Mroka.
    TAk myślałam,że to zrobisz,ale i tak jest super :)MAm nadzieję,że następny rozdział szybko.Zyczę powodzenia w pisaniu i żeby wena cię nie opuściła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha druga!
    No, no, Annie poddała się... Ciekawe co z tego wyniknie. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybciej niż ten.

    Pozdrawiam
    ~Leercy

    OdpowiedzUsuń
  3. I co ty mi tu piszesz, żeś z rozdziału niezadowolona? Moim zdaniem jeden z najlepszych!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspanialy, chce nastepny!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiedziałam że Annie przyłączy się do Mroka. Jestem ciekawa co z tego wyniknie.
    Oby następny rozdział pojawił się szybko.
    Pozdrawiam;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny, świetny, świetny! I żeby następny był szybciej :) Mój mail wogóle dotarl??? Odp, proszę :(

    OdpowiedzUsuń
  7. No ludzie, w końcu, w końcu, W KOŃCU!!! Annie już dawno powinna zaakceptować jego propozycję.
    A rozdział świetny!
    Ps. Serdecznie zapraszam do siebie (nie o Strażnikach, ale sądzę, że też jako tako ciekawe):
    http://legendofrepublica.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nw dlaczego mówisz, że Ci się nie podoba? Jest Swietny!!!
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Blog Awards!
    a...więcej info znajdziesz tutaj http://jaackfroost.blogspot.com/2013/06/liebster-blog-awards.html
    Miłego dzionka

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, super blog!
    Też od niedawna bloguję. Serdecznie zapraszam na magiaiwyobraznia.blogspot.com Następny rozdział opublikuję w weekend. Robiłabym to co tydzień, ale mam pewne problemy z internetem... Tak czy siak, każdego czytelnika proszę o komentarz, nawet nieprzychylny. :)

    OdpowiedzUsuń