niedziela, 1 września 2013

Rozdział XX

Wybaczcie za opóźnienia, ale wena się ode mnie na pewien czas odwróciła. Nie mogę uwierzyć, że to już dwudziesty rozdział! Przepraszam, ża część Annie jest taka krótka. Życzę wam miłego czytania!  

Oczami Jacka:
- Co? - wyjąkałem osupiały. Te słowa nie mogły do mnie dojść. To było niedorzeczne. Coś jednak mówiło mi, że Rosalie mówi prawdę. Przypomniałem sobie wyraz twarzy Mroka, gdy spojrzał na Matkę Naturę, ten grymas złości i zawodu. Spojrzałem na dziewczynę. Ta uporczywie wpatrywała się w podłogę.
- Rose? 
- Słucham? - odpowiedziała, nie podnosząc wzroku.
- Dlaczego nie powiedziałaś tego wcześniej? - spytałem. Rosalie wkońcu uniosła głowę i spojrzała na mnie niepewnie.
- Jak miałabym wam to powiedzieć? Znienawidzilibyście mnie. Moim ojcem jest wasz odwieczny wróg.
- Oczywiście, żebyśmy cię nie znienawidzili! - zaprotestowałem. - Mrok to twój ojciec, a nie ty. 
- Mrok... To znaczy mój ojciec... - próbowała się wysłowić. - On... Psuje wszystko, co kocham. Tak było zawsze. Nie chciałam, aby i tym razem zniszczył coś, na czym mi zależy. Starałam się więc ukryć więzy krwi.
 - Wiem, że to może dość prywatne pytanie, ale ciekawi mnie, co... 
- Co jeszce drogiego mi zniszczył mój ojciec? - wpadła mi w słowo Rosalie. Potaknąłem, bo właśnie o  to chciałem się zapytać. - To... To dość długa historia.
- Nigdzie się nie spieszymy - odparłem, uśmiechając się.
- A więc... Jak już kiedyś wspominałam, liczę sobie prawie sześć tysięcy lat. Urodziłam się na Bliskim Wschodzie. Normalnie rosłam do wieku szesnastu lat, ale od chwili szesnastych urodzin nie postarzałam się ani ociupinkę. Chociaż wszyscy kojarzą Pana Koszmarów ze Średniowieczem, to on jest dużo starszy. Mój ojciec istnieje odkąd istnieje strach, więc właściwie nie wiem ile ma lat, ale przypuszczam, że sporo. Podobno kiedyś był dobry, pomagał Księżycowi, ale ja w to nie wierzę. Kontynuując, to właśnie w szesnaste urodziny, pierwszy i jedyny jak dotąd raz rozmawiałam z Księżycem. Polecił strzec mi przyrody i pór roku. Mam dbać, aby ptaki odleciały do ciepłych krajów na jesieni i budzić rośliny do życia wiosną. Byłam podekscytowana. Powiedziałam o tym tacie, ale on tylko wzruszył ramionami. Nie obchodziła go przyroda, strach nie miał na nią wpływu, więc gardził nią. Wiem, że to dziwne, ale nasze relacje dość dobrze się układały. Tak więc lata mijały, a my przemierzaliśmy świat, czasem zatrzymując się w większych cywilizacjach. Sporo czasu spędziliśmy w Grecji, a wcześniej w Egipcie. Czasów rzymskich tata nie znosił. Rzymianie słynęli przeiceż z tego, że są odważni, nieustraszeni. A ojcu oczywiście niezbyt się to podobało. Właśnie wtedy nasze relacje zaczęły się pogarszać. Spotkałam tam pewnego chłopca. Był bardzo miły, choć nie grzeszył inteligencją. Po raz pierwszy poznałam, czym jest przyjaźń. Mrok znienawidził chłopca. Uważał, że nie jestem gotowa na związek. A cóż on mógł o tym wiedzieć? Po za tym, nie byłam wcale w nim zakochana. Ojciec zrobił awanturę, zagroził, że naśle na chłopca koszmary. Oczywiście nie mogłam na to pozwolić. Już więcej go nie zobaczyłam. Odczuwałam do ojca taką pogardę! I uciekłam mu. Nasze drogi się rozeszły. Mrok siał strach i zniszczenie, podczas gdy ja przynosiłam radość i życie. Poznałam moje wierne towarzyszki nimfy. Mieszkały w górach, strumykach, jeziorach, morzach, lasach, na łąkach. Wszędzie. Moje pomocnice są teraz na całym świecie. To coś podobnego do... Hmm, wróżek Zębuszki. Pomagają w pracy, są wspaniałaymi towarzyszkami. Najbliższymi mi są jednak Najwyższe Nimfy. To królowe nimf, bo są przecież ich różne rodzaje. Opal jest królową górskich oread, Celosia panuje nad lejmoniadami, Sheila włada morkimi nereidami, Aqua to przewodniczka najad, Aurora jest jedną z lekkich jak piórko aurai, a Melia to najważniejsza wśród driad leśnych. Przepraszam, odchodzę od tematu. Było mi więc dobrze. Żyłam, jak w raju z nimfami, czułam się szczęśliwa. Lata mijały, cywilizacja się rozwinęła, a ja postanowiłam choć na chwilę zakosztować ludzkiego życia. Było to w Anglii, w dziewiętnastym wieku. Z pomocą magii wyczarowałam masę pięknych wiktoriańskich sukien. Przybrałam nazwisko Johnson. Udałam, że przeprowadziłam się niedawno i zamieszkałam w pięknym, choć niedużym domku, a jedna z nimf udawała moją matkę. Miałyśmy zamiar zostać tu parę lat, zanim ludzie się zorientują, że się nie starzejemy. Tam poznałam Jonathana. Był to czarujący, młody człowiek. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że się w nim zakochałam. Chodziliśmy razem na spacery, jeździliśmy karocą. Myślę, że ja się również mu podobałam. I wtedy do akcji wkroczył mój ojciec. Zaczął robić to, co umiał najlepiej. Niszczyć. Porwał Jonathana i zmienił go w jeden ze swoich Koszmarów. Tak chciał się zemścić za to, że go opuściłam. Od tego czasu nienawidzę go całym sercem. Jonathan... - wyszeptała, a ja zauważyłem łzy perlące się na jej policzkach. - On zginął przeze mnie. Gdyby nie ja, nic by się mu nie stało - wzięła głęboki wdech i spojrzała na mnie. - Oto moja historia.
Nie wiedziałem, co mam jej odpowiedzieć. Teraz patrzyłem na nią zupełnie inaczej. Cały ten czar, dzięki któremu uważałem Rosalie z awybrankę swego serca prysł niczym mydlana bańka.
- Rosalie... Przykro mi - powiedziałem powoli.
- To przecież nie twoja wina. Rozumiesz więc teraz, dlaczego się tak zachowywałam?
- Tak, myślę, że tak - odparłem. Zastanawiając się nad niedawno usłyszaną opowieścią wpadłem na coś. - Rose?
- Hmmm?
- Jakim cudem Jonathan, a wcześniej ten Rzymianin cię widzieli? To znaczy... Ja jestem nieiwdzialny dla ludzi, którzy we mnie nie wierzą. Czy obydwaj byli przekonani o istnieniu Matki Natury?
- Dobre pytanie, Jack. Nie mogę ci jednak udzielić odpowiedzi, bo jej nie znam. Rzymianin pewnie oddawał kult jakiejś swojej bogini, jak na przykład Ceres i może uznał mnie za nią. A co do Jonathana... Nigdy nie odważyłam się go o to spytać.
Odetchnąłem głęboko i usiadłem na ziemi. Po chwili Rosalie również spoczęła na miękkiej trawie, która wyrosła na kamiennej posadzce.
- To dobrze - wymamrotałem sam do siebie, ale Rose chyba to usłyszała.
- Co dobrze?
- Nic, nic - zacząłem się wykręcać. Czułem na sobie jej piorunujący wzrok.
- Jack. Powiedz. Ja właśnie opowiedziałam ci historię, której nikt jeszcze nie słyszał.
- Chodzi o to - wydusiłem w końcu z siebie. - Że cieszę się, że nie byłem w tobie zakochany. Miłość to problemy. To zobowiązania. Nie chcę się zakochać.
- A może już byłeś zakochany? - podsunęła Matka Natura.
- Co? O czym ty mówisz?
- Przecież... - zaczęła niepewnie, ale natychmiast jej przerwałem, chcąc zmienić temat.
- Rosalie, musisz wezwać tu swoje nimfy. Mogą być potrzebne w starciu z Mrokiem. Liczy się każda pomoc, nawet leśnych duszków.

Oczami Annie:
Przez kilka następnych dni Mrok sprowadzał do swojej bazy wiele dzieci. Opowiadał, że są to opuszczone porzucone istoty, które ktoś musiał przygarnąć. Spadły z deszczu pod rynnę, myślałam wtedy. Było tu wiele osób w różnym wieku. Od kilkuletnich malców, po nastolatki. Wszystkie zostały odmienione. Armia istot o pustych ślepiach, bladej skórze i odzianej w czarne szaty przyprawiała mnie o dreszcze. Zastanawiałam się, co się dzieje z rodzicami tych dzieci, ale żadno rozsądne rozwiązanie nie przychodziło mi do głosy. Mrok zmusił mnie i Lazara, a właściwie Feara, żebyśmy trzymali się razem, stanowiąc przykład dla jego Armii. Cały czas nazywał nas królewską parą, co strasznie mnie denerwowało. W tym czasie odczuwałam straszliwą pustkę. Jakby cała moja dusza wyparowała i pozostawiła po sobie jedynie pustą skorupkę ciała. Pustą jak moje oczy. Najgorszy był fakt, że nie mogłam z nikim o tym porozmawiać. Nie należę do introwertyków, wolę rozmawiać, dzielić się myślami. Pewnego dnia spacerowaliśmy z Fearem po długich i mrocznych korytarzach siedziby Pana Koszmarów. Nagle z cienia wychynął nikt inny, jak Mrok. Jego oczy błyszczały z podniecenia. Zanim wypowiedział cokolwiek, już wiedziałam jak będą brzmieć jego słowa. 
- Fearze, Obscurity - zaczął. - Nasza Armia jest gotowa. Uderzymy jutro.

10 komentarzy:

  1. Mhrocznie, baaardzo. ;)
    Świetnie.
    "Opal jest królową górskich oread, Celosia panuje nad lejmoniadami, Sheila włada morkimi nereidami, Aqua to przewodniczka najad, Aurora jest jedną z lekkich jak piórko aurai, a Melia to najważniejsza wśród driad leśnych." - morskimi.

    Weeeny <3
    Calm

    OdpowiedzUsuń
  2. ŻĄDZISZ DZIEWCZYNO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. "Chodzi o to - wydusiłem w końcu z siebie. - Że cieszę się, że nie byłem w tobie zakochany. Miłość to problemy. To zobowiązania. Nie chcę się zakochać.
    - A może już byłeś zakochany? - podsunęła Matka Natura.
    - Co? O czym ty mówisz?
    - Przecież... - zaczęła niepewnie, ale natychmiast jej przerwałem, chcąc zmienić temat."

    Oh, Jack, jestes taki niedostępny :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział, z niecierpliwością czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  5. " Dlaczego nie powiedziałaś tego wcześniej? - spytałem. Rosalie wkońcu uniosła głowę" w końcu

    "Żyłam, jak w raju z nimfami" Moim zdaniem lepiej by brzmiało "Z nimfami żyłam jak w raju". No i oczywiście bez przecinka.

    Cała historia Rosalie jest ładna, ale zbyt jednolita w zapisie, brakuje mi opisów narratora. Chociażby w momencie, kiedy wspomina Jonathana po raz pierwszy, aż prosi się o wstawienie czegoś w stylu: "zamilkła na chwilę, prawdopodobnie wspominając wspólne chwile". Jakiś delikatny uśmiech, kiedy mówi o nimfach. Spojrzenie na Jacka roziskrzonymi oczami podczas opowiadania o swoich obowiązkach. Cichy/stłumiony śmiech przy powiedzeniu, że dobrze jej się układało z ojcem. Te wszystkie szczegóły dodają treści smaczku. To pieprz i sól do dialogów i wypowiedzi ;D No i oczywiście pomagają osiągnąć pożądaną długość rozdziału xD
    Dialog między Jackiem a Rose przed jej opowieścią i końcówka historii są ładnie opisane, powtrącane (xD) to co trzeba, tylko między tym by się tego przydało dodać ;)

    Punkt widzenia Annie tak na prawdę trochę poglądowy, więc niewiele mogę powiedzieć oprócz: "THE WAR IS COMING! *śmiech szaleńca*" xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, czekam na następny i życzę (jak zawszę) duuuuużo weny ~:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh.... Pospiesz się!!!!! Umrę tutaj z ciekawości!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. http://jane-ross.blogspot.com Fajny blog o strażnikach !!
    Sory za SPAM

    OdpowiedzUsuń
  9. Doczekałam się internetu i nareszcie mogę często komentować! Cóż ja mogę napisać, masz lekkie pióreczko, czuć twoją miłość do książek. ;-)

    OdpowiedzUsuń