niedziela, 18 maja 2014

Rozdział XXVIII

Ja... wiem, że wszelkie słowa są zbędne. Rozdział dwudziesty siódmy został opublikowany w połowie lutego, trzy miesiące temu. I pewnie nikogo już tutaj nie ma. Ale ostatnio stwierdziłam, że muszę dokończyć co zaczęłam. Tymbardziej, że nie zostało tego dużo. Nie moge uwierzyć, że kwartał nie pisałam. Zawsze to było przekładanie w stylu: "Jutro/za tydzień coś napiszę" I tak zleciało. No ale jest, kolejny rozdział, wcale nie długi, wcale nie wyjątkowy. I przepraszam wszystkich ludzi, którzy czekali na niego, a już go nie przeczytają, bo przestali wierzyć że coś jeszcze opublikuję, w co sama straciłam wiarę, chyba zresztą jako pierwsza.

Oczami Jacka:
Popędziłem korytarzami Bazy w poszukiwaniu Mikołaja. W gabinecie go nie było, w Głównej Pracowni również. Gdy bezskutecznie próbowałem zrozumieć migi jednego z yetich, którego zapytałem o ich szefa, nagle zjawił się Zając.  
- Kogo szukasz? - zapytał dosyć delikatnym głosem jak na siebie. Pewnie było mu mnie żal z powodu straty Annie. Ten sztucznie przyjazny ton głosu, z jakim zwracali się do mnie ostatnio Strażnicy, zaczął mi już nieźle działać na nerwy.
- Northa - odparłem sztywno. - Wiesz gdzie jest?
Aster zmrużył oczy, myśląc.
- Pracownia?
- Już szukałem.
- Gabinet?
- Też.
- Globus?
- Nie ma go tam.
- To może... - Strażnik podrapał się po głowie. - Poleruje swoje i tak lśniące już sanki w jaskini pod Bazą.
- Ach... - zapewne Duch Nadzei miał rację. Mikołaj miał przecież obsesję na punkcie swojego wozu. Gdy tylko nie musiał kontrolować jak idzie konstrukcja zabawek, opiekować zgrają lekkomyślnych elfów lub martwić czy yeti zamiast pracować nie grają w chowanego, co było ich ulubioną zabawą i niektóre z nich znajdowały się dopiero po kilku tygodniach kiedy potajemnie podkradanie ciastek nie zabijało ich już głodu, North spędzał czas w sali pod Bazą gdzie trzymał swoje sanie. Czyścił je, lakierował, przemalowywał lub dodawał różne ulepszenia. Ale w końcu o kilkusetletnie sanie stworzone w Średniowieczu trzeba dbać, czyż nie?
- To w tym samym korytarzu - odpowiedział Zając. - Na końcu, którego jest... - tu zająknął się zakłopotany. - No wiesz, Annie.
Potaknąłem sztywno i podziękowałem. Ruszyłem jednym z mniej uczęszcznych korytarzy, więc nareszcie nie potykałem się o elfie czapki. Zaledwie rano schodziliśmy tędy do podziemi aby wystawić dziewczynę. Biegnąc korytarzem gorączkowo myślałem. Co niby mu powiedzieć? Przecież mnie wyśmieje albo weźmie za wariata. Mówi się trudno. Popędziłem do drugich drzwi po prawej, dużych, starych i drewnianych. Z drugiej strony słuchać było ciężkie kroki Mikołaja i co jakiś czas stukanie młotkiem. Choć jako duch mrozu i zimy kochałem ziąb, czuć było, że w jaskini po drugiej stronie temperatura była naprawdę niska. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech. "Uspokój się" mówiłem do siebie. Potem pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. North kucał przy saniach i z wielkim zapałem przybijał tuż nad płozą niewielką okrągłą tarczę. Odchrząknąłem, aby zwrócić na siebie uwagę. Mężczyzna odwrócił się i na mój widok uśmiechnął smutno. Potem wskazał na kawałek metalu, nad którym właśnie pracował.
- Ulepszam trochę sanie.
Jakoś mnie to nie zaskoczyło. Pokiwałem głową.
- Właśnie widzę. Słuchaj, North... Chciałbym się o coś zapytać.
North przekrzywił głowę i przyjrzał mi się uważnie.
- Chodzi o to, że... - zacząłem. - Chciałbym się dowiedzieć co decyduje o tym, że stajemy się Strażnikami. No wiesz, jakieś kryteria czy coś...
- Chodzi o Annie, prawda? - westchnął smutno mężczyzna.
- Chyba nie trudno się domyślić - odparłem.
- Chodźmy do biblioteki, ale nie wiąż z tym zbyt wielkich nadziei.
Potaknąłem i ruszyłem za Northem, który wytarłwszy ubrudzone smarem ręce o ścierkę, wyszedł.
***
"Ludzie śledzą ruchy nieba od tysiącleci. Zawsze ich fascynował ich bezmiar przestrzeni, ogromne obiekty tak dalekie, że my widzimy je tylko jako malutkie punkciki błyszczące na nieboskłonie. I choć już od wieków naukowcy badają kosmos, nigdy nie odkryją całej prawdy o nim. Choćby o tym, że najbliższe nam ciało niebieskie jest inne niż sądzą. Księżyc. Nie decyduje jedynie o falach i przypływach, ma przecież bezpośredni wpływ na ludzi. Chroni dzieci przed mrokami nocy i koszmarną ciemnością. Wybiera sobie pomocników na Ziemi aby wsparli Go w dążeniu do tego szlachetnego celu jakim jest obrona najmłodszych. Strażnicy, bo tak się zwą, to ludzie odważni, lojalni i ogromnie weseli. Każdy z nich jest duchem, patronem pewnej dziedziny, bliskiej niepełnoletnim. Marzenia, nadzeja... Strażnicy to ludzie, którzy poświęcili się, oddając życie za innych, bo bycie Strażnikiem to wielkie poświęcenie. Wybierani są ludzie, którzy nie mają do stracenia, ani przyjaciół, ani rodziny, bo zginęli. Księżyc nie mógłby mianować Strażnikami ludzi, którzy mogli mieć zwyczajne życie. Nie całkiem jednak wiadomo jakie są pozostałe kryteria. Księżyc lubi mieć tajemnice. Swoją ciemną, nieznaną nikomu stronę."
North zamknął wielką księgę. Była piękna. Ozdobiona kamieniami szlachetnymi tłoczona oprawa i tytuł starannie wypisany złotymi literami. Strony ozdobione były ręcznie malowanymi ilustracjami. Po odczytaniu fragmentu nastała cisza.
- North? - odezwałem się w końcu po minucie lub dwóch.
- Hmmm?
- Rozumiem wszystko co przeczytałeś - zacząłem. - Rozumiem, że niekażda osoba, nawet nie wiadomo jak wspaniała, nie staje się po śmierci Strażnikiem. Tylko, że... Czy On jest podatny ma sugestie?
- Co? - North nie zrozumiawszy, zmarszczył swoje grube brwi.
- No, Księżyc. Czy można z nim jakoś porozmawiać, poprosić o coś...
Mikołaj zamyślił się, a po chwili odpowiedział:
- Możesz spróbować. Czasem słucha.
Pokiwałem głową i już odwróciłem żeby wyjść, gdy North dorzucił:
- Dziś jest pełnia, najlepszy czas aby z nim rozmawiać.
- Dziękuję - odparłem i wyszedłem z jaskini
***
Okno w moim pokoju dawało doskonały widok na wielką mlecznobiałą tarczę, usianą ciemniejszymi plamami. Czułem się jak idiota. Będę gadał do Księżyca. Norma. Nagle powiew wiatru rozwiał obłoku i ujrzałem Pierwszego Strażnika w całej swej krasie. Westchnąłem.
- Co ja robię... - zamruczałem sam do siebie. - Mam nadzieję, że chociaż mnie wysłuchasz. Wiem, że masz teraz masę ważniejszych rzeczy na głowie, wszystkie dzieci świata i wogóle, ale proszę, poświęć mi choć chwilę. W końcu zamieniłeś mnie w tego kim teraz jestem. Zasługuję choć na chwilę uwagi. Więc... Jest pewna dziewczyna. Brzmi to trochę banalnie, czyż nie? W sumie to nie jest tylko, była. Niedawno zmarła. Ann Davis. Była naprawdę śliczna, chociaż przez długi czas tego nie zauważałem. Miała takie duże oczy, patrzyła nimi na wszystko z takim zachwytem! I jej śmiech. Śmiała się najpiękniej na świecie. Tak, jakby tych kilka dźwięków mogło naprawić świat. Pamiętam jaki zaskoczony byłem gdy pierwszy raz ją spotkałem. Była przecież nastolatką i od dawna nie powinna była mnie widzieć. Ona jednak wierzyła. Nigdy nie zapomniała o historiach z dzieciństwa tak jak inni. Wszystko to było dla niej prawdą, a wspomnienia z dzieciństwa nie stanowiły tylko bajeczki o zmyślonych bohaterach, ale były rzeczywistością. Zawsze była taka wesoła i pozytwyna, jednocześnie dziecinna i dojrzała. Potrafiła się bawić, ale potem wszcząć dyskusję na jakiś poważny temat. Taka... Nieprzewidywalna. Często marzyła, śniła na jawie, nie kontaktując z rzeczywistością. Kiedy zapytałem ją o to, odparła: "Nie sądzisz, że życie tylko w jednym świecie jest strasznie nudne?" Ale była tylko człowiekiem, nie idealnym, a przez to jeszcze wspanialsza. Raz czy dwa zgubiła w życiu drogę, chowając się w cieniu zamiast wyjść na światło. To jednak niczego nie zmieniło. Wracała. I najgorsze z tego wszystkiego jest to, że... Byliśmy pewni, że kiedy czar prysnął i Ona była już wolna, wszystko będzie dobrze. Była pełna nadziei, ale potem Mrok raz jeszcze sobie z nas zakpił.
Nagle zdałem sobie z czegoś sprawę. Zachwyt. Śmiech. Wspomnienia. Zabawa. Marzenia. Nadzieja. Ona miała cechy wszystkich Strażników. Nie miałem pojęcia czy Matka Natura już odkryła co chroni u dzieci, ale byłem pewny, że była to cecha, którą można było przypisać Annie.
- Wiesz - spojrzałem w niebo. - Ona była lepsza od nas wszystkich. Była zachwyconą światem, pełną nadzei marzycielką, która uwielbiała śmiech i zabawę i nie zapominała jednak o przeszłości, była ona przecież równie ważna co teraźniejszość i przyszłość. Dlatego proszę, z całego serca! Przywróć jej życie. Zamień w jedną z nas. Nie tylko dla mnie, dla świata. Każdy kto ją znał, wiedział, że byłaby idealną Strażniczką. Sprawiłaby, że dzieci już nigdy by się nie bały i nawet Mrok nie mógłby nic zrobić. Proszę.
Potem usiadłem i wpatrywałem się w Księżyc. Nie czułem nóg, bolał mnie kark, ale nie odwracałem się. Miał to być znak protestu, że nie odejdę, nie odpuszczę. Zacząłem płakać. Jednak gdy zaczęło świtać łzy wyschły i pozostało tylko nieprzyjemne pieczenie w gardle. Księżyc zniknął. Nie było już sensu dłużej tam tkwić. Wszystko zawiodło. Ona była martwa, zimna jak ja, ale nieruchoma i już zawsze taka pozostanie. Wstałem i pełen wściekłości zatrzasnąłem z hukiem okno. W tym samym momencie do pokoju wbiegł mały O'Lantern. Oczy błyszczały mu niczym hallowenowe lampiony.
- Świeci się - wyszeptał z niedowierzaniem.
Już miałem go wyrzucić z pokoju, zirytowany po nieudanej próbie wyjaśnienia sytuacji Księżycowi, gdy chłopiec dodał cichutko:
- Tam. W jaskini. Gdzie leży Annie. Świeci się.

11 komentarzy:

  1. Aaaaaaa !!!!! No nareszcie. Rozdział super tylko błagam, błagam, błagam pisz ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja się stęskniłam za Twoim opowiadaniem. Już się przestraszyłam, że porzuciłaś ten blog.

    Nadal jest żałoba po Annie. O mi Dio, jak mi jej brakuje...
    Fajne hobby ma North. Zaskoczyło mnie, choć nie powinno - przecież to logiczne, że musi dbać o sanie.
    W rozmowie Jacka z Księżycem wyraźnie widziałam, co czuje Jack i jaki był jego stosunek do Annie.
    Ciekawi mnie, dlaczego jaskinia-grób Annie się świeci. Okay, coś podejrzewam, ale to świat stworzony przez Ciebie - więc spodziewam się wszystkiego.

    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie , cudowne, magiczne i niesamowite. Świetny rozdział, nawet nie wiesz jak długo na niego czekałam! Mam nadzieję, że w ramach przeprosin za swą długą nieobecność szybko upichcisz nam nową notkę ;) Czekam na nexta i życzę duuuuuuuużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wróciłaś!!!! Jej! z jaką niecierpliwością ja wchodziłam tutaj praktycznie codziennie :D
    mówiłam już, że jesteś świetną pisarką? Bo jesteś ;) Najlepszą blogerką jakiej blog czytałam <3

    A co do bloga to... Miałam podjarkę, że się świeci :D :D Dużo weny i czasu życzę :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie! Nigdy nie straciłam wiary. Wiedziałam , że w końcu dokończysz bloga. Mam tylko nadzieję, że na następny rozdział nie trzeba będzie tak długo czekać.
    Pozdrawiam
    ***Niki***

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaglądałam tu co jakiś czas. Nigdy nie zwątpiłam, że coś w końcu wrzucisz. O ile jeszcze pamiętasz, byłam z Tobą od początku i od początku bardzo Ci kibicowałam. W sumie od kiedy poinformowałaś o blogu na Facebooku.
    Z czasem moja obecność tutaj nieco przycichła, choć wciąż pilnie śledziłam każdy rozdział. Ciężko jest mi mówić o całej treści opowiadania, bo wszystkie szczegóły jakby mi umknęły - minęło dużo czasu, prawda? - ale wiedz, że ta przerwa była dla Ciebie dobra. Nie wiem co się wtedy stało, ale po początkowym zachwycie tematem, który powoduje dużą płodność, ale i chęć przekazania zbyt dużej ilości informacji, wyrobiłaś sobie warsztat. Później wszystko stało się przemyślane, choć wciąż pisane na tym samym wątku, nieco przewidywalne. Ale wiesz co? Tutaj wrócę kilka linijek wzwyż:
    Przerwa dobrze Ci zrobiła. Ten cały warsztat, praca, jaką włożyłaś w bloga, to wszystko na sam koniec spowodowało, że widzę w Tobie doskonały początek dojrzałej twórczości. Chociaż wątek się nie zmienił, a zakończenie zdaje się zmierzać w kierunku, o którym już od dawna myślałam, to jednak zaskoczyłaś mnie drogą do owego końca. Gratuluję. PS. Jako wierna fanka zamierzałam posępić o kontakt już dawno, niemniej jednak nie chciałam być uznana za starego creepera. Teraz jednak, proszę, odezwij się do mnie chociaż na mail. c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo dziękuję za wszystko co napisałaś, a co do kontaktu to z chęcią napiszę, tylko skąd wziąść email? :D

      Usuń
    2. Po kliknięciu w Nick nie będzie? C:

      Usuń
  7. Genialne.
    Nawet nie wiesz jak tęsknilam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham twojego bloga <3 Proszę pisz dalej, bo świetnie piszesz. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń